Start
Już od dłuższego czasu zastanawiałam się, czy nie powinnam prowadzić mojego bloga w dwóch językach, angielskim oraz polskim. Długo zwlekałam z decyzją, gdyż uważałam to za zbędny pochłaniacz czasu oraz nie byłam do końca przekonana, czy jest w tym jakiś sens. Możliwe jest też to iż pozazdrościłam innym blogerkom, które prowadzą swoje blogi systematycznie – w moim wykonaniu, chyba jest to niemożliwe, a ponadto piszą w dwóch językach. Dlatego też wkraczając w Nowy Rok 2011, pomyślałam, że powinnam wreszcie podjąć decyzję. Przeanalizowałam jeszcze raz całą moją blogową sytuację, co nie powiem, otworzyło mi oczy. Przyznaję, trochę zaniedbałam tego bloga, już dawno nie zamieszczałam tu żadnych zdjęć moich stylizacji, nie wypowiadałam się również na temat najnowszych modowych tendencji… (w sumie nigdy tego nie robiłam : )) Pozostawiam to ludziom, którzy naprawdę znają się na modzie i mają w związku z tym coś ciekawego do powiedzenia. Ja jestem tylko konsumentem, jednym z wielu, który lubi robić zakupy i któremu sprawia przyjemność zestawianie nowych ubrań ze zdobyczami vintage oraz perełkami ze second hand’ów) Jednakże nie chciałabym, żeby to “coś” – czym jest mój blog, który kiedyś sprawiał mi tyle radości nagle wygasł, a to wszystko przez moje lenistwo i brak zdyscyplinowania, bo inaczej się tego nazwać nie da.
Dlatego, też podjęłam decyzję i od dzisiaj na moim blogu zagości język polski.
A teraz coś na moje usprawiedliwienie, dlaczego od pewnego czasu nie zamieszczam zdjęć moich stylizacji?!
Każda blogerka przyzna, iż zima sprzyja dodawaniu nowych wpisów. Dni są ponure, więcej czasu spędza się w domach jest czas na zadumę i rozmyślanie, ale… No właśnie, jest jedno ale… Schodki zaczynają się wtedy gdy trzeba dodać zdjęcie własnej stylizacji. Jakoś nigdy nie ma na to czasu. Dzień tak szybko się kończy. Aura nie sprzyja. Ciężko jest znaleźć odpowiednie miejsce do zdjęcia. Światło jest słabe. A kiedy nareszcie wyjdzie słońce, zawsze znajdzie się coś ważniejszego do zrobienia albo… fotograf wyjedzie gdzieś daleko. Ktoś zapewne powie, a od czego jest tripod? Tripod w moim wydaniu jest od leżenia w szafie i od zbierania kurzu, albo od robienia rodzinnych fotografii.
Pozdrawiam ciepło,
Karolina




